czyli zycie na dolnosaksonskiej prowincji
Blog > Komentarze do wpisu

Melina

Zamelinowalam sie na ten tydzien w pracy u wisceralnych i urologów, i byl to póki co, chwyt w g...

Ale i "u nas" nie ciekawiej sie pracuje, i cala noc jakies dziwne rzeczy sie dzieja. Konkretnie powoli, ale skutecznie, szaleje jelitówka, a jej zródlo ma poczatki u pewnej pacjentki, która jeszcze u mnie, 10 dni temu, w mój ostatni wtedy dyzur, zaczela biegunkowac. Zaraza siedzi w klopie, bez dwóch zdan. Pacjentka 6 dni temu wyszla do domu, wiem, bo akurat bylam w gosciach na oddziale, jak mialam badania personalne w zeszly piatek. Na marginesie zaszczepiono mnie wtedy na zóltaczke nie tylko B, ale i A. Tak wiec, chyba to wykorzystam i pojade na urlop do Kalkutty czy innego kraju trzeciego swiata ;)

Wczoraj w nocy jedna z tamtejszych pacjentek, po montazu nowego kolana, drugi dzien po operacji, dostala zatoru plucnego, ale dzieki niezwyklemu refleksowi mojej kolezanki, w trymiga znalazla sie na oddziale intensywnym, i ma byc ok.

Podzial oddzialów, czyli gdzie która idzie, nastapil za obopólnym porozumieniem, jestesmy obie z "naszego" oddzialu, bo jak zwykle, madonna numer 2, nie byla w stanie ustalic tak grafiku, zeby byla jedna z naszych, a jedna z tamtejszych. Ale to juz wszystko jedno.

Ja mialam wczoraj jedynie przeboje z krwawiacym i wydalajacym skrzepy, pomimo tamponu w odbycie, pacjentem po operacji hemoroidów w ten sam dzien, moim zdaniem, ludzie po operacjach za malo sie szanuja i leza, a za duzo lataja. Ok, wszystko w imie idei niedostania zakrzepicy i zatorów, ale mimo wszystko... Tampon doodbytniczy zostal usuniety przez dyzurujacego Mustafe, i pacjent faktycznie, mimo lewatywy przed operacja i teoretycznie pustego jelita grubego, musial sie wypróznic. Po jakims czasie krwawienie stanelo.

Drugim przebojem na liscie jest 96- latka z zapaleniem trzustki; wczoraj zagladano jej endoskopem do brzucha, co ja potem niezmiernie bolalo, a na koniec zaczela przerazliwie wymiotowac. próby wlozenia w pacjentke sondy zoladkowej w celu odplywu tresci tegoz, przez lekarza, po 5 czy 6 próbie poostaly nieudane- sonda szla przez nos i wychodzila ustami, bo pacjentka logiczna koleja rzeczy i z racji samego wieki, "niekooperatywna" byla. Krew sie lala, z nosa przez gardlo do lózka, po akcji umylam jej tez popryskana krwia fryzurke, przebralam lózko, bo bylo nie tylko obwymiotowane, ale i okrwawione, i okupkowane, bo z powodu gigantycznego wzdecia brzucha, miala zalozona rurke doodbytnicza, której koniec byl polozony na kawalku ligniny, ta lignina na przescieradle, a wszystko nakryto koldra. Jakos zapomniano doczepic do rurki takiego fajnego malego woreczka na "sekrety cielesne" ;) Po tej akcji, której zakonczenie zbieglo sie z godzina 22 ( i z czasem, w którym wlasciwie man kontrolowac cukier i podawac insuline u calkiem sporej rzeszy parafian, do tego zawieszac trzecie z rzedu kroplówki z antybiotykami) doprowadzilam babcie i poslanie do stanu pozadanej czystosci, obrócilam ja na jeden bok i dalam jej w spokoju spac do prawie wpól do piatej rano, bo wtedy obrócilam ja na drugi bok. Z racji stanu babcia ma byc obracana na boki co 4 godziny w nocy, ale uznalam, ze pare godzin niezaklóconego niczym snu lepiej jej zrobi, niz profilaktyka odlezyn.

Hitem numer 3 byl pacjent po resekcji jelita, który pare dni po operacji spedzil na intensywnym, bo jest alkoholikiem, i bez szpritu wpadl w delirium. U mnie byl wczoraj pierwszy noc, delirium nie mial, ale w glowie po pólnocy dokladnie przemieszane. Na szczescie nie wyrwal sobie drenazy, jedynie wywindowal lózko pod prawie sam sufit. Mamy bowiem ten high- tech, który niestety w przypadkach demencji i innych przypadllosci psychicznych, jest utrapieniem. Drugim szczesciem jest jednak malenka "black box" pod lózkiem, ktróra deaktywuje wszystkie dostepne pacjentowi guziki. Tak wiec, nie on, lecz ja pod lózkiem sie szlajalam, a nic nie pilam!

Pacjent numer 4, juz wieczorem dostal pozwolenie na unieruchomienie go pasem brzusznym, i byl to swietny pomysl, ze kolega juz po dyzurze poswiecil nieco prywatnego czasu, i pomógl mi konkretnie zamontowac to ustrojstwo, poniewaz godzine pózniej (w której ja tez nie moge nie spuszczac oka z tegoz pacjenta, bo mam oprócz niego 30 innych) pacjent lezal jedynie lekko poprzecznie w lózku, z wyrwana kroplówka, wyrwanym woreczkiem od sztucznego odbytu... i zaczynamy od nowa, mycie, przebieranie poscieli, troszke sedatywu...

I tak minela noc.

czwartek, 23 lutego 2012, spirit_of

Komentarze
2012/02/23 19:17:40
To miałaś bardzo a bardzo pracowity dyżur.
-
2012/02/23 19:20:27
ale praca z adrenaliną.... a twoj sąsiad z jelitem jak się czuje?
-
2012/02/23 19:39:32
Po przeczytaniu tego poczułam się zmęczona, a co dopiero...
-
2012/02/23 19:45:16
A ja narzekam na swoje nocki! Świnia ze mnie i tyle. Moi pacjenci zdecydowanie spacyfikowani różnymi środkami i bez dostępu do pilota regulującego wysokość łóżek.
Dzielna z Ciebie kobieta!
-
2012/02/23 20:33:09
o ja pierdykam, dziewczyno... podziwiam anielski spokój
-
2012/02/23 20:52:03
jaka ja Cię podziwiam, zmęczyłam się od samego czytania ;)
życzę mniej ekscytujących dyżurów :)
-
2012/02/24 22:02:54
Tej nocy nie zazdroszczę, o, nie. Chcesz się wybrać do Kalkuty? Uważasz, że to dobre miejsce? No, może dla takiej samarytanki, tak. W Kalkucie pracowała mojej koleżanki córka. Jest w zakonie Św. Teresy z Kalkuty. Opowiadała straszne rzeczy. One żyja w ubóstwie i całkowicie poświęcaja się biednym. Obecnie pracuje na Ukrainie.
Serdeczności.
-
2012/02/25 17:35:15
Toż to czysty horror!
Ogromny szacunek dla Twojej pracy! Ogromny!!
-
2012/02/26 17:48:20
Jak czytam o takich sprawach, to już wszystko mnie zaczyna boleć. Dużo sił, cierpliwości i pogodności Ci życzę.)))
-
2012/02/26 22:03:32
Zapraszam po wyróżnienie.