czyli zycie na dolnosaksonskiej prowincji
Blog > Komentarze do wpisu

Powrót do Edenu?

Po powrocie do pracy po paru dniach wolnych licze sie za kazdym razem z nowymi zmianami, które wedle moich zyczen, powinny kierowac w kierunku osiagniecia stanu poprzedniego, czyli tego, zanim mój i sasiedni oddzial polaczyli w jeden, czyli ten kolchoz.

Mamy juz osobne zaplecze z lekarstwami i materialami pomocniczymi. Grafik jeszcze jeden, ale w dwóch egzemplarzach, jeden wisi "u nas", drugi "u nich", co oczywiscie laczy sie z kompletnym zamieszaniem, bo teraz poprawki trzeba wciagnac do oficjalnego grafiku w komputerze z dwóch papierowych. Jednym slowem, kazdy jakichs nadgodzin, niewybranych przerw, szkolen itp. musi pilnowac sam, a mozliwe jest to jedynie przez nieustajace podliczanie wlasnych godzin. Bo dostep do oficjalnego grafiku maja jedynie obie madonny. Kiedys miala jeszcze i Dagmar, jak zastepowala nasza madonne, ale ta fucha i przywilej jej sie skonczyly, bo teraz madonny zastepuja sie nawzajem. 

Pozytywem jest rozlaczenie systemu alarmów obu oddzialów, czyli jak na jednym oddziale dzwoni pacjent, nie alarmuje juz calego pietra. Jedynie w nocy laczymy oba oddzialy w jeden program, w ramach kontroli, gdzie cos sie dzieje, i ewentualnej pomocy, bo jestesmy tylko dwie na pietrze. Rano system znowu rozlaczamy.

Wlasciwie ma byc tak, ze pomimo wspólnego grafiku i jednego team'u, którym w podkreslajacy sposób nadal jestesmy, w nocy ma pracowac jedna osoba z jednego, druga z drugiego (bylego) oddzialu. Bo w ten sposób kazdy w swoim fachu obcykany. Ja odbylam juz w lecie szybki kurs samouczny w urologii, gdy z dnia na dzien znalazlam sie miedzy plynacymi strumieniami plukankami pecherza po operacjach prostaty i innych tam. Ok, w szkole kiedys kazdy wszystkiego sie uczyl, ale nie ma sie co czarowac, po dwudziestu czy trzydziestu latach pewne rzeczy ida w zapomnienie, musza byc odswiezone, a w kazdym przypadku trzeba wziascpod uwage nowe standarty pielegnacyjne, które zmieniaja sie tez w dosyc szybkim tempie. Jesli jest sie na jednym oddziale w danym kierunku, takie rzeczy sie po prostu aktualnie zna i wie, ale jak sie pracuje z doskoku, to jest wlasnie róznie. Nie jest tak, ze sie pacjentowi zaszkodzi czy sie go uszkodzi, ale powinno sie robic pewne rzeczy tak, jak jest aktualnie zyczenie z góry.

Gdy pracuje z Kiki, która "od zawsze" jest na urologii i wisceralnej, a ja od 16 lat ortopedia/ wypadkowa, to po prostu jest jasne, gdzie kto idzie, w która dyzurke, na który oddzial. Wczoraj zaczela pracowac ze mna Gabi, z "mojego" oddzialu, i w przebieralni umówilysmy sie, ze ja zostaje "u nas", a ona idzie na planowane swoje 3 dyzury "tam", gdzie pare lat temu tez pracowala, jak jeszcze bylismy dwoma niezaleznymi odzialami; u nas jest od jakiegos czasu. Bo w piatek wraca Kiki, no i ona tez "do siebie" woli, ja tez wole " u mnie", wiec jest wszystko jak byc powinno. Prosty przyklad- dostaje z bloku operacyjnego nowego pacjenta np ze zlamanym/ swiezo zoperowanym stawem skokowym. Zakladajac mu akta, od razu wypisuje dalszy standardowy przebieg, kiedy prawdopodobnie drenaz bedzie do usuniecia, kiedy kontrola rentgenowska (wypisuje skierowanie i wrzucam lekarzowi do skrzynki do podpisu), kiedy badania krwi i na co, jaka terapia fizykalna, itp. Kiki na moim miejscu, musialaby sie tego najpierw doszukac, pytac, bo nie ma z tym stycznosci na codzien, a ja mam dokladnie tak samo, jesli chodzi o postepowanie po operacjach urologicznych czy innych w brzuchu.

Jak juz Gabi poszla "tam", madonna numer 2, która aktualnie pracuje u nas, pyta sie mnie, dlaczego ja dzisiaj tutaj, czy nie chcialabym "tam", i ze takie zmiany so ciekawe, pozadanie, jednym slowem, kazdy powinien pracowac raz tu, raz ta, bo cos tam gdzies tam, i trzyma ducha w ruchu ;) Noz kurde, a co jej do tego, gdzie która pracuje, dopóki praca jest zrobiona, i dwie zainteresowane zgodne sa, co do umiejscowienia sie? Przypomnialam jej, ze ja caly listopad i grudzien bylam "tam", przy czym w Boze Narodzenie i "tam" i "tu"; to byly te noce z uczennica. Tak wiec o moim skostnieniu i innej dekadencji na ortopedii nie ma chyba mowy.

Wkurzyla mnie na dzien dobry, czy dobry wieczór raczej, do tego wyraznie len ja ogarnal, bo o wpól do ósmej, jak ja akurat zdazylam si eprzebrac (poczatek dyzuru mam 19.45, zmiana popoludniwa ma koniec o 20.00), akurat kladziono do pokoju potluczona pania, akta przyjecia i zalecenia, wszystko na biurku polozono, no i trzeba sie za to wziasc i rozpracowac. Ja sie tym pozem zajme, prawda?- pyta sie madonna numer 2. Sluchaj, mówie, ja sie tym potem na pewno zajme, ale to moze troche potrwac, bo najpierw raport, w miedzyczasie jakies dzwonki, to moze potrwac i do wpól do dziewiatej, zanim ja nad tym zasiade, i to jest moim zdaniem za dlugo, bo widze, ze pani ma zalecone dozylne srodki przeciwbólowe, pewnie nie dla zartu, i nie powinna na nie tak dlugo czekac, podobnie jak na szyne i woreczek z lodem, nieprawdaz? :P

Z pewnoscia zarobilam pare punktów minusowych, ale mi to lotto; faktycznie pania zaopatrzono w rzeczy na pierwszy rzut niezbedne (oczyxwiscie nie ona sama, tylko kogos tam wyslala, ale to juz wsio rybka), a mi na potem pozostala robota jedynie biurowa z tymi aktami. A zasiadlam nad nimi faktycznie o 21.15... i wcale przedtem baków nie zbijalam. To tyle, co na temat.

Jak ja dostaje nowego pacjenta o czy po wpól do szóstej rano, to tez nie czekam na ranna szychte, zeby sie nim zajeli, tylko robie wszystko sama. Tak wiec, mierze wlasna miarka i tego sie trzymam. Moze jestem wymagajaca, ale noie wymagam niczego od kogos, czego sama nie robie.

Sama zainteresowana, o trzeciej w nocy wstala do ubikacji- tyle jej bylo wolno- przed umywalka zrobilo jej sie niedobrze i upadla. Sasiadka z pokoju uderzyla w alarm, ja po znalezieniu jej kolejny alarm do Gabi, z która ja podnosilysmy. Przy podnoszeniu pacjentka zemdlala po raz kolejny, z przewróceniem oczu, popuszczeniem moczu, wiec musialysmy ja znowu polozyc na podlodze z nogami w góre. Na szczescie jest tak, ze kazdy dyzurujacy chirurg ma to obcykane, ze jak ja go w nocy alarmuje, to NAPRAWDE cos sie dzieje, i przylatuje z mety w rozchelstanej koszuli. Pani na szczescie nic sobie nie zrobila, nawet nie potlukla, ale epizod wskazuje na jakies problemy natury sercowej, bo ma do tego odpowiedni wiek i lekarstwa, które zazywa od lat.

 

 

środa, 08 lutego 2012, spirit_of

Komentarze
2012/02/08 20:35:13
nie wiem dlaczego niektorzy pracowi, nazwijmy to koledzy, dziwia sie ze wymaga sie od nich takiej samej pracy, jak od siebie samego... ;)