|
|
Blog > Komentarze do wpisu
W ramach oszczednosciPersonalnie jestesmy zaoszczedzeni do stanu nieruchomosci. Gdy któras z kolezanek melduje zwolnienie lekarskie na pare dni, jest to katastrofa, bo praktycznie ta czesc jednostki pielegnacyjnej- 14- 16 pacjentów, jest w tym momencie osierocona, i obslugiwana "z doskoku" przez inna osobe, która przede wszystkim ma swój rejon ze swoimi pacjentami i praca w nim. No i zdarzaja sie takie kwiatki, ze ktos na czas nie umyty, czy tez nie odziany, czy obiad zdazyl wystygnac, zanim ktos mial czas nakarmic nim pacjenta. Rodzina i inni odwiedzajacy to oczywiscie tez rejestruja, ale i to- mam nadzieje- ze nikt po katach baków nie zbija, i wszyscy w jakims swoistym maratonie biegaja. Wczoraj rano zachorowala oddzialowa sekretarka, wiec i jej czynnosci (prace papierkowe, transporty tych papierków z jednego biura/ ambulatorium do drugiego, telefony wszelkiej masci, regulowanie terminów i 100 innych spraw, z zamówieniem obiadu dlka kazdego pacjenta osobno) na personel pielegniarski spadl. Ja w nocy jedynie sortowalam spora kupke róznych wyników, konsyliów, do akt pacjentów. Przy 30 bylo tego sporo, ale jak to w dzisiejszych czasach jest, papierki i rozliczenia to podstawa istnienia kazdej firmy, a taka firma jest i szpital, wiec wszystko musi byc wszedzie na czas, bo inaczej klapa, nie ma pieniedzy za to, i po paru takich wybrykach moze miec to powazniejsze konsekwencje dla wszystkich. Do tego w poniedzialki jest duza wizyta ordynatorka, i gdyby gdzies tam zabraklo w akcie jakiegos pacjenta jakiegos wyniku badania krwi, bylaby chryja na calego. Dzisiaj rano po kolei dwie inne kolezanki zameldowaly chorobowe, wiec katastrofa chorobowego sekretarki powiekszyla sie do rozmiaru kataklizmu. Ja pietnasce po szóstej poszlam do domu, a reszta, niech sie dzieje wola nieba. W domu okazalo sie, ze zawieruszyl mi sie gdzies dowód rejestracyjny volksa; podejrzewam, ze lezy w mojej szafce w sejfe. Albo na klatce schodowej, albo tez i na parkingu. Mysle, ze albo sam sie znajdzie, albo ktos znajdzie. Ma obecny wolny tydzien mam naprezony plan; jutro rodziców do fotografa zawiezc, ojcu zrobic termin u okulisty i na kolonoskopie. W czwartek wyprawa do Ericha, który byc moze, na drugi tydzien wyjdzie do domu, ale z tym woreczkiem na brzuchu; przy okazji jazdy do Westfalii wstapie do sklepu meblowego, bo kanapa potrzebuje nowe nózki czy tez plastykowe oslonki na nie; w piatek badanie u lekarza zakladowego w szpitalu, i przy okazji rozpatrzenie sie, gdzie byc moze jest ten dowód rejestracyjny; w sobote zaczyna byc przyjemniej, bo idziemy z Andy na bazar wielkanocny, konkretnie jajkowy, a po nim bedziemy... no co, drutowac ;) w niedziele wyjscie w malej grupce, Andy tez bedzie, wieczorkiem do nowootwartej restauracji, oferujacej tradycyjne domowe potrawy, w formie bufetu zimno- cieplego. I mam jeszcze w planie wykonczyc ten zielenisty raglan, i zaczac nowy :D Zima powraca z dziwnymi efektami, ocieplilo sie z dnia na dzien, z -20 do +2, za to pada ciezki, lepki snieg, i jest stosunkowo slisko, bo co i raz pada drobny deszcz. wtorek, 14 lutego 2012, spirit_of
Komentarze
nicka1
2012/02/14 21:15:28
przepowiadają, że taki brudny snieg ma dzis do mnie dojść...
2012/02/14 21:52:35
Kiedy czytam Twoje wpisy i Fusillki na jej blogu, to dopiero widzę, że niemieckie szpitale wcale nie sa lepsze od polskich. Pewnie, że w prywatnych klinikach jest o wiele lepsza opieka, ale kiedyś mówiło się, że w Niemczech jest tak dobrze, że aż teraz dziwi mnie brak personelu i pieniędzy.
A na drutach robisz przepiękne rzeczy. Pozdrawiam. 2012/02/14 23:34:33
Belito, chyba kazdy niemiecki szpital jest juz "prywatny". Panstwowych, czyli podlegajacych administracyjnie miastu czy gminie, jest juz chyba bardzo niewiele!
Mój kiedys tez byl miejsko- gminny, od 2003 roku jest sprywatyzowany, najpierw holding z ewangelicka diakonia, obecinie, znaczy od póltora roku, nalezy do szwajcarskiego inwestora. Domy starców, to tez prywatne inwestycje. Pólprywatny nazwalabym jedynie tylko Czerwony Krzyz, który ma sporo filiali w Niemczech. 2012/02/14 23:39:29
Acha, Belito, pieniadze w Niemczech to kiedys faktycznie byly, ale poszly sie hustac na dotacje unijne wszelkich narodów osciennych ;)
|